Witam. Od kilku dni na forum, ale już czuję u siebie poważne objawy bambusicy zakaźnej. Co prawda od trzech lat mam w ogrodzie pigmeja i jakieś dwa inne maleństwa( o pomoc w ich identyfikacji poproszę wiosną, jak porobię zdjęcia ), ale teraz sprawa staje się poważniejsza , bo chcę mieć bambusowy zagajnik (czy bambuśnik

). Dzięki Wam odkryłam, że o rzut kamieniem mam OAZĘ. Upatrzyłam sobie też kawałek ziemi (coś z 5 arów)pod te bambusy. Jest to nieużytek z jakąś topolą, małym klonem i wierzbą, otoczony z dwóch stron rowem melioracyjnym, z innych drogą i starą chałupą bardzo nietwarzową. Myślę, że w takich warunkach nie muszę sobie zawracać głowy barierą korzeniową. Jednak co z chwastami? Czy wystarczy odchwaścić mały kawałek akurat pod sadzonki, a resztę tylko obkaszać i czekać aż bambusy się rozrosną i czy zdominują rodzime chwasty. Czy czeka mnie bieganie z motyczką po 5 arach ziemi,czy nie porywam się z motyką na słońce? Proszę doradźcie. Pozdrawiam. Fafka.
Pozdrawiam. Jolka.