http://www.gazetalubuska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20091031/POWIAT08/463093727
W Pniewie pod Międzyrzeczem rosną... bambusy!
Dariusz Brożek, 095 742 16 83, dbrozek@gazetalubuska.pl
Między Pniewem i Kęszycą rośnie kilkadziesiąt tysięcy ozdobnych drzew i krzewów. Z klonami i dębami sąsiadują uprawy bambusów, które doskonale się rozwijają w naszych warunkach klimatycznych.
- Te bambusy to prawdziwy hit. Są łatwe w utrzymaniu i rosną jak na drożdżach - mówi Janusz Klupsch.
(fot. Dariusz Brożek)
Samochód forsuje kolejną kałużę. Strugi błota tryskają spod kół na rosnące w równych rzędach drzewa. Mijamy właśnie jabłonie obsypane kiściami żółtych i czerwonych owoców. Do jedzenia się nie nadają, ale – muszę przyznać – wyglądają ładnie.
Za kierownicą terenowego mercedesa siedzi Janusz Klupsch, właściciel jednego z największych gospodarstw rolnych w międzyrzeckiej gminie. Uprawia około 850 ha ziemi. Jedziemy jednak po działce, której właścicielką jest jego córka Agnieszka Jenssen.
- To jedna z największych szkółek drzew ozdobnych w kraju – mówi z dumą mój przewodnik.
Za oknami migają szpalery klonów, dębów i jesionów. Jesień mieni się żółcią i czerwienią na ich liściach. Dojeżdżamy do zielonej kępy. Wysokie na dwa metry rośliny wyglądają jak trzciny. To bambusy, czyli tropikalny gatunek trawy.
– Uprawiamy je od kilku lat. Doskonale się przyjęły w naszym klimacie – mówi A. Jenssen.
Bambusy jak chwasty
Tropikalne rośliny plenią się jak chwasty. Z ich korzeni wyrastają kolejne pędy. Nasze mrozy nie szkodzą.. Zdaniem A. Jenssen, znoszą spadki temperatury do minus 20 stopni Celsjusza. Zimą tracą wprawdzie liście, ale wiosną pojawiają się nowe. - Coraz więcej klientów dopytuje o bambusy. To nowa moda, posadzić koło domku egzotyczne krzewy - mówi.
Na działce między Pniewem i Kęszycą rośnie kilkadziesiat tysięcy drzewek i krzewów. Ponad 200 gatunków i odmian zaczynając od egzotycznych palm, bambusów i oleandrów po swojskie grusze, klony i wierzby. Najstarsze mają po dziesięć lat. Szkółka powstała bowiem w 1999 r. A. Jenssen schowała wtedy do szuflady dyplom wydziału prawa Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu i wzięła się za uprawę roślin. Namówił ją mąż Kai. - Niemiec, który z wykształcenia jest ogrodnikiem.
- Zaczynaliśmy od jednego hektara, teraz szkółka jest trzydzieści razy większa. Pomysł jej utworzenia był przysłowiowym strzałem w dziesiątkę - twierdzą.
Ogrodniczka po prawie
Rośliny są pielęgnowane przez okrągły rok. Trzeba je nawozić, przycinać, przesadzać i chronić przed dzikimi zwierzętami. Około 20 procent drzewek jest eksportowanych na rynki wschodnie oraz do Niemiec. Drzewa spod Pniewa zdobią skwery i bulwary Moskwy, Lwowa i Berlina. Ale także Zielonej Góry czy Warszawy.
Właścicielka szkółki ukończyła podyplomowo poznański Uniwersytet Przyrodniczy. Dopiero po zdobyciu kolejnego dyplomu mogła wystąpić o unijne pieniądze na modernizację gospodarstwa. Dostali ponad 92 tys. zł, tyle samo dołożyli z własnej kieszeni i teraz pracę ułatwiają im maszyny do sadzenia, wykopywania i transportu drzew.
- Trzeba wciąż inwestować w nowoczesne urządzenia i technologie, bo konkurencja nie śpi - mówią spoglądając na rosnące w równych szeregach tysiące drzew.
